Playa del Carmen jak sama nazwa wskazuje (Playa to po hiszpańku plaża) to przede wszystkim bajeczne, karaibskie plaże z białym piaskiem, porośnięte palmami kokosowymi i inną tropikalną roślinnością, gdzie można wybrać się na spacer, wziąć ślub, zamówić masaż w widokiem na morze czy wypić zimnego kokosa otworzonego maczetą przez sprzedawcę.
Plaże w centrum Playa są najbardziej popularne i również najbardziej przereklamowane. Poddawane są erozji, która sprawia, że z każdym rokiem morze wgryza się w nie coraz bardziej i plaża traci kolejne cenne metry. Jest to związane z prądami morskimi i naturalnym cyklem w zatokach, gdzie zawsze woda wygrywa z ziemią i trudno temu zapobiec bez ostrej ingerencji w naturę.
Za to plaże na obrzeżach miasta są cudowne! Szerokie, z dużą ilością roślinności, z białym piaskiem, turkusową wodą i mnóstwem egzotycznych rybek dotykających leciutko pyszczkami kąpiących. Nic dziwnego, że najlepsze resorty hotelowe upodobały sobie peryferie miasta na południe i północ od centrum. Ale są tam również plaże publiczne, na które każdy może wejść za darmo.
Jedną z atrakcji turystycznych miasta jest niezwykła bliskość wyspy Cozumel, do której z centrum miasta pływają turystyczne katamarany. Rejs trwa ok 45 minut, a wyspa ma bardzo karaibski charakter i słynie ze świetnych miejsc do nurkowania. Do wyspy przybijają również duże statki pasażerskie oferujące kilkudniowe rejsy po karaibskich wyspach w wersji all- inclusive.
Cozumel działa niczym falochron łagodząc fale i prądy morskie. Kąpiel na lokalnych plażach jest bezpieczniejsza, a morze dużo łagodniejsze niż w bardzo popularnym ostatnio Tulum, które takiej ochrony nie posiada. Cozumel łagodzi w dużym stopniu migrację sinic będących plagą Karaibów w letnich miesiącach i sprawia, że nie docierają one w takim stopniu do plaż leżących na przeciwko tej wyspy.
Temperatura wody jest świetna nawet dla takiego zmarzlaka jak ja. Gdy po raz pierwszy przyjechaliśmy w ten region był koniec października. Pierwszą rzeczą, którą zrobiliśmy po późnej kolacji w hotelu było pójście na plażę i zanurzenie stóp w wodzie. Było już po północy, ale woda była cieplutka!
Załączam wideo użytkownika @askamik przedstawiające jedną z piękniejszych plaż regionu: Xcalacoco, która już wkrótce będzie dla nas najbliższą plażą, gdyż leży zaledwie 1,5km od naszego meksykańskiego domu. Czyż nie jest piękna?!